– 2 –

Restauracja niemal wszystkie ściany miała przeszklone i siedząc wewnątrz, mogliśmy podziwiać widok na zewnątrz. Widzieliśmy spokojnie płynącą Wisłę, a gdyby odwrócić się bardziej, mogliśmy zobaczyć rozświetlony Wawel.

Iluzjonista mi się przyglądał.

– Coś chciałeś powiedzieć, gdy się tak zadumaliśmy?

– Nie wiem czy moje pytanie nie zostałoby od razu wrzucone do szufladki „Magiczne myślenie”, ale dalej nie jestem pewien. Czy może warto znaleźć jakiegoś idola, maksymę, inspirujący film, by jakoś wzmocnić swoje działania?

– Myślę że nie trzeba się zbyt długo nad tym głowić: Możesz. To ci nie zaszkodzi, ale niewiele pomoże. Możesz włączać sobie kompilację motywujących cytatów na Youtube, rozmowę Rockiego Balboa z synem, „Sekret”… albo włączyć Redtuba. Gwarantuję, że to wszystko da podobne rezultaty. Poczujesz się fajnie, nic więcej… Z tym, że po oglądnięciu porno, nie ulegasz złudnej iluzji, że to ci specjalnie w czymś pomoże. Proust powiedział kiedyś: „La­ta szczęśli­we są latami zmar­no­wany­mi, pra­ca postępu­je tyl­ko w cierpieniu”. Oczywiście warto to przeczytać z włączonym rozsądkiem, choć myślę, że wiesz co miał na myśli.

Krótki, lecz wartościowy monolog.

Iluzjonista wyciągnął papierośnicę, w której miał tytoń. Podczas robienia skręta zaczął opowiadać pewną historię:

– Przypomina mi się problem pewnego człowieka. Był bardzo nieśmiały wobec kobiet. Powiedział, że jest załamany, bo był na jakimś kursie… – zaczął myśleć – Yyy… Cholera jak to szło… Beta coś tam.

– Chyba AlphaMale – poprawiłem.

– No nieważne. Te kursy powinny się jakoś jaśniej nazywać, na przykład: „Weekend nabijania was w butelkę”, albo „Tygodniowe kpiny z cierpiących ludzi”. – Gdy to mówił, był wyraźnie zły, że niektórzy potrafią zrobić biznes z nieszczęść innych. – Powiedział, że jakoś mu szło, gdy trzeba było wyjść na miasto i zagadywać dziewczyny. Ale później po kursie to zgasło. Znam przyczynę. Wychodzili w grupach i po prostu się wspierali. Szli też trochę zaczarowani, a czasem czując presję, że innym pójdzie lepiej i oni wyjdą na ostatnie – za przeproszeniem – cipy, w desperacji zagadywali. Po kursie okazało się że jednak w temacie dalej jest status quo… Niestety, jak większość ludzi wierzył, że można znaleźć unikatowe techniki, by się zmienić w weekend. Natura jednak tak nie działa.

Przerwał i odpalił skręta. Barman postawił nam dwa kufle piwa. Wypiliśmy po łyku, po czym kontynuował:

– Po zrobieniu wywiadu Psychoterapeutka prawie od razu powiedziała: „Zbyt ciężka baza, radziłabym Kaizen”.

– Przebywając z wami częściej, widzę, że to dość częsta rada.

– Bo jest jedną z najlepszych… Widzisz, nam ludziom dość często brakuje realnego oszacowania własnych możliwości. To powszechna dolegliwość, z której korzystają na przykład niektóre gazety. Bo, powiedzmy, jak zbliża się lato, to masz w miesięcznikach wysyp tematów z różnymi magicznymi pomysłami jak szybko zdobyć imponującą muskulaturę – i grubym tonem powiedział: – ABS w pięć tygodni! Skorzystaj z technik największych kulturystów! Albo – zmienił ton na dynamiczny i zachęcający: – Szczupła sylwetka w miesiąc! Z naszą dietą i treningiem jakiejś Anny Aktualnie-topowskiej to możliwe! Trzeba mieć świadomość, że jak leżysz w temacie dyscypliny, diety czy podchodzenia do kobiet, to żadnych cudów nie będzie… Ale nie ma co się załamywać, bo rozwiązanie jest. Tylko jakby ktoś się przyjrzał tej metodzie, która polega na poprawianiu wyników poczynając czasem od zera, to jest ona naturalną metodą nauki niemal wszystkiego. I nie musisz do tego uczestniczyć w żadnych kursach przejmowania kontroli nad swoim życiem za „jedyne 1000 złotych”.

Wziął głębszy wdech i klepnął dłonią w blat, sugerując zamknięcie tematu szybkich rozwiązań.

– Poradziliśmy więc technikę „Krok po kroku”… Sprawdziliśmy od czego ma zacząć… Miał na początku chodzić dwa metry za kobietą i myśleć, by do niej podejść i spytać o cokolwiek: „Która godzina?”, czy „Którędy na rynek?”. Jeśli tylko czuł, że zrobi już więcej, to miał to uczynić. Najczęściej przekonanie, że umie więcej i podejdzie z prostym pytaniem, było bardzo ulotne. Tak szarpał się ze sobą. Ale w końcu mu się udało. Zauważył, że się zmieniał w tempie, które nie powodowało żarzenia całego układu nerwowego. Spacerów za kobietami i prób podejścia było dziesiątki. Miał się też oczywiście nie zażynać w jeden dzień. Co parę dni po trochu do przodu. Stopniował wymagania, ale bez specjalnej presji. Jak czuł, że już nie da rady zrobić kolejnego kroku i zaczyna powoli panikować, to utrzymywał stan, gdzie czuł dyskomfort, ale jeszcze uczucie dezorientacji nie zmiażdżyło jego woli.

Zgasił skręta, po czym kontynuował:

– Rozumiesz o co mi chodzi? Zmiany to droga postępów i poznawania, a nie magiczna iluminacja. A ludzie dość często błędnie tak właśnie myślą. Ten gość na przykład sam zauważył, że paradoksalnie szybciej zdobywał doświadczenie w podchodzeniu do kobiet, gdy stosował prostą technikę „krok po kroku”, po niedługim czasie tej praktyki nawet doznawał głodu kolejnych doświadczeń. Ale zaczynał nie od podchodzenia, tylko od chodzenia za kobietami. I po troszeczku – mówiąc to, odsuwał rytmicznie dłoń od siebie – powoli, bez ataków paniki w końcu zdobył to co chciał, ale praktycznie zaczynając jak dziecko trening chodzenia: Od pełzania, przez raczkowanie, chodzenie przy ścianach, jak pijany, po spacerowanie bez żadnych problemów. Teraz ma nawet ogólnie więcej sił wobec przeciwności. Nie ulega łatwo obawom, dzięki czemu częściej bywa na terenach, gdzie się rozwija i prowadzi życie takie, jakie chce… Ale, nigdy nie usłyszałem, by całkiem skasował niepewność i na przykład do kobiet podchodził jak ten cały… No, Omega.

– Alpha.

– No, czy coś tam. Czasem czuje że po prostu to nie jego dzień, bywa słabszy, znów powątpiewa w siebie, ale dzięki doświadczaniu wie, że nic nie skasuje tego, czego się nauczył. Ma świadomość, że nie jest doskonały, jak z resztą wszyscy i mimo że czasem nie spełni intencji w stu procentach, to nie uznaje tego jako porażkę. Nie obawia się, że jego starania poszły na marne. Po prostu próbuje wtedy zrobić tyle, ile jest w stanie. I wie, że będzie lepiej, bo pozwolił sobie tego doświadczać. Po prostu nie ma co robić burzy w szklance wody, bo nie idzie mu dłużej tak, jakby to sobie ładnie wymarzył. Ktoś kiedyś powiedział: „Lepiej wyjść i przebiec się dwadzieścia minut, niż planować dwugodzinny maraton”. I to jest niezwykle celna myśl. Bo ludzie ogólnie robią sobie wielką krzywdę, myśląc tak zero jedynkowo: „Musi być tylko spokojnie lub szczęśliwie, w moim umyśle chcę tylko wspierające mantry, niczego innego nie akceptuję”. Właśnie przez to są już o krok od wsiąknięcia w grupy ludzi, którzy wyznają np. magiczne teorie o wpływie pozytywnego myślenia, prawo przyciągania i inne około sekretowskie wymysły. Wręcz doskonałym przykładem, że to niezwykle błędne przekonanie, jest spojrzenie na rodziny. Tylko idioci sądzą, że nawet w tych bardziej udanych występuje jedynie empatia, miłość, wsparcie, zrozumienie. Pięknie o tym mówi Dr Russ Harris w animowanym filmie o trzech mitach na temat szczęścia. Nota bene, też Actowiec.

Powiedział tak, bowiem to potoczna nazwa psychoterapeutów z nurtu ACT i nasza Psychoterapeutka również do tej szkoły należy.

W ogólnym zarysie, zasady tej terapii są właśnie takie, by tworzyć swoje życie wedle wyższych idei. Ale nie liczyć, że dzięki temu nie będzie problemów, smutków i zwątpień. Bardziej chodzi o to, by nie robić z przykrych, negatywnych myśli problemu, który trzeba rozwiązać. Nie myśleć, że to bardzo źle, jeśli ma się różne czarne, tudzież niewspierające myśli i trzeba je najpierw jakoś naprostować, by żyło się lepiej.