– 6 –

Zaprzestałem wgłębiania się w analizy.

Choć nie chciałem znów wracać do niekończących się pytań i do logicznych wniosków, które mimo wszystko nie potrafiły dać poczucia uzyskania trafnej odpowiedzi i zamknięcia tematu związanego z Bogiem, szedłem z nią dalej.

Pewnie przez fakt fajnej pogody i tego, że to miejsce było dość przyjemne dla oka. Cicha, mała uliczka, gdzie po obu stronach drogi, symetrycznie co parę metrów rosły drzewa. Kościółek też niewielki, bardziej przypominający mały domek. Ściany w kolorze beżu tworzyły fajny kontrast z chodnikiem z kostki brukowej w kolorze ciemnego bordo.

Gdy weszliśmy, zajęliśmy miejsca blisko ołtarzyka.

– Może zacznijmy od modlitwy – powiedziała.

Teraz westchnąłem na głos.

– Siostro, szanuję ciebie i twoje wyznanie, więc proszę o to samo… Może pozwolę sobie jeszcze coś dodać. To nie jest tak, że chcę być kontrowersyjny i buntowniczy czy uważam, że bycie ateistą jest też dziś pewnego rodzaju modą. Naprawdę szukałem Boga, chciałem w niego wierzyć, ale im bardziej zagłębiałem się w historie różnych religii, nie tylko chrześcijaństwa, im więcej zdobywałem własnego doświadczenia, tym bardziej to wszystko osłabiało moją wiarę.

Zaniechałem wypowiedzenia jeszcze innego faktu, iż w sumie wiele kanonów religii było stworzonych przez zwykłych ludzi w imię zarobku, zastraszenia, lub przez względy polityczne.

Mimo tego zobaczyłem, że spochmurniała na twarzy… Tak, wiara wielu osób podupadła, gdy zaczęli być bardziej dociekliwi i zaczęli sprawdzać, skąd mamy takie, a nie inne rytuały. Sam fakt, że wszystkie one były zmieniane już wiele razy, w sposób radykalny, burzy zaufanie wobec religii. Prosty przykład: celibat. W Biblii można znaleźć tekst, w którym wręcz jest wzmianka, iż ktoś kto chce zostać kapłanem, powinien być mężem jednej żony i dobrze zarządzać domem (oprócz oczywiście paru innych szlachetnych cech, jak na przykład dobroć, uczciwość, itp.).

Zakonnica mimo wszystko zaczęła mówić dość zdecydowanie, a z każdym zdaniem ton jej głosu przybierał na sile:

– Podróżniku, niestety padłeś ofiarą masowej pomyłki. My nie przyszliśmy na Ziemię, by móc celebrować imię Pana, oddawać mu cześć, próbować Go poczuć, zobaczyć. Dostaliśmy ciało i umysł, by przez swoje działanie się rozwijać, tworzyć lepsze życie dla siebie, a może nawet dla wielkich społeczności. I dać miłość może paru osobom, a może jednej. Tego dowiesz się tylko wtedy, gdy będziesz żył w pełni, będziesz szukał rozwiązań dla swoich problemów i ograniczeń. Nie będziesz zbyt długo utyskiwać nad porażkami, czy tym, jak trudno ci zdobyć to, czego chcesz… Bo o ile piekło istnieje, to trafiają tam również ci, którzy nie mieli szacunku dla własnego życia i ciała, a w trudnych chwilach umieli tylko narzekać i szukać winy w innych – pokręciła z rezygnacją głową i powiedziała, choć już ciszej – nie o to chodzi, by się przez to życie tylko wlec i rozpaczać.

Gdy zamilkła, przez dłuższą chwilę siedzieliśmy oboje w ciszy. W końcu ona wzięła głębszy wdech. Zaczęła mówić trochę ze smutkiem:

– Owszem, też się dowiaduję o różnych okrucieństwach na tym świecie i o tym, że niektórzy przeżywają niewyobrażalne dla wielu ludzi cierpienie. Ale może właśnie ty będziesz jednym z tych, którzy przyczynią się do naprawy tego świata. Zapożyczając sens pewnej, dość znanej opowieści o wrzucaniu rozgwiazd do morza: Niewykluczone, że w swoim życiu przez swoje działanie wrzucisz tylko jedną rozgwiazdę z powrotem do wody, ale dla niej będzie to miało ogromne znaczenie. Nigdy się o tym nie dowiesz, jeśli popadniesz w paranoję. Na przykład udowadniania istnienia Boga, pytania o niego, rozmowy o nim z księżmi. Pytania nie są złe, ale nie zmieniaj życia w ciągłe pytania. Z nimi powinno być tak, jak z kropieniem ryby cytryną: ona poprawi jej smak, ale do pewnego stopnia. Nadmiar cytryny już ten smak tylko psuje. Stracisz masę czasu i energii, a nie o to w życiu chodzi. Jak i nie o to byś był gorliwym katolikiem, usłużnie spełniającym aktualne kryteria kościelnych zasad. Bóg nie potrzebuje morza ludzi, którzy grzecznie w każdą niedzielę przychodzą do kościółka i zasuwają z kolejnymi modłami do Pana. Potrzebuje ludzi dobrych. A jeśli jesteś dobry, to już jest więcej niż dobrze.

Przyznam że jej wypowiedź nieco odbiega od tego, czego można byłoby się spodziewać od takiej osoby usłyszeć.

– A proponując wspólną modlitwę, nie miałam na myśli tego, o czym pomyślałaby większość. Ubrałabym to w inne słowa, gdybym wiedziała, że tak zareagujesz… Nazwijmy to: mową do siebie.

Patrzyła na mnie takim miłym wzrokiem starszej pani. Kiwnąłem głową. Wiedziałem już, że nie będziemy odmawiać jakiejś znanej modlitwy. To, co po niej powtarzałem, trochę mi przypominało myśl Nikołaja I. Turgiejewa. Słowa układały się w sensowną całość, , nie magiczną, ale też nie apatyczną:

Jestem tylko sam, ale jestem.

Nie mogę zrobić wszystkiego, ale coś mogę zrobić. I nie zaprzestanę tego tylko dlatego, bo nie mogę zrobić wszystkiego.