– 7 –

Późnym popołudniem, gdy słońce już przygotowywało się do zetknięcia z horyzontem, parę dni po spotkaniu z Zakonnicą, usiedliśmy z Iluzjonistą w ogrodzie naszej restauracji.

Zajęliśmy miejsca blisko ściany porośniętej bluszczem. Przed sobą widzieliśmy inne stoliki, wszystkie drewniane w jasnym, matowym kolorze. Cała przestrzeń przykryta była czymś w rodzaju białej tkaniny parasolkowej. Nad każdym ze stołów wisiały lampiony, które już niedługo miały zostać zapalone.

Opowiedziałem pokrótce o przebiegu mojego spotkania z siostrą. Iluzjonista zmarszczył nos, jakby właśnie ktoś mu podstawił starą wędlinę.

– Zakonnica powiedziała słuszne słowa, ale gdy patrzę na dzisiejsze czasy, to powinno to brzmieć trochę inaczej: Jeśli chcesz być człowiekiem dobrym, to tym bardziej powinieneś wiedzieć kiedy nim nie być. Dobro to broń obosieczna, pamiętaj Podróżniku. Choć warto otaczać się dobrymi ludźmi, byłoby naiwnością sądzić, że nie spotkasz ludzi po prostu złych, którzy będą chcieli cię wykorzystać, zarobić na tobie, albo zwyczajnie być przy tobie, czerpać z twojej dobroci, bez specjalnego wykorzystywania, ale nie dając nic w zamian. Żeby było tragiczniej, tych ostatnich spotkać można najrzadziej. I ludzie dobrzy często ostatecznie stają się ofiarami, bo nie zauważyli, że przekroczyli rozsądną granicę uprzejmości i dobroci wobec innych. Zapominając, że to ma działać w dwie strony, zapominają też o naturalnych odruchach prowokujących do otrzeźwienia i zauważenia, że inni powoli przeginają.

Po chwili ciszy dodał:

– W sumie wspomniała o tym Psychoterapeutka.

Pamiętałem jej słowa. To było, gdy mówiła o niebezpieczeństwie, jakie niesie ze sobą ideologia wyparcia negatywnych, nieprzyjemnych emocji.

– Kiedy jednak zauważą, że to co robią, zaczyna być darmową prostytucją – mówił dalej – gdy starają się wywalczyć naturalną granicę, czują się strasznie słabi. Nic dziwnego. Przez ugodowy charakter nie wypracowali sobie siły do walki o swoje. Ale co gorsza, przez brak takiej samoświadomości, w oparciu o swój charakter, uważają, że próbowali zrobić coś złego, bo niezgodnego z ich systemem wartości. Miałem znajomych, którzy tak się czuli, gdy pilnowali swoich spraw. Dopadały ich wyrzuty, że postępują źle, powinni być właśnie pomocni, bardziej dyplomatyczni, szanować czyjeś zdanie… Pomijając fakt, że nie widzą, iż właśnie ich adwersarze tak nie postępują, próbują położyć swoje łapy na nich. To tym bardziej pokazuje, że ich wali, co moi znajomi mieli do powiedzenia, wali, że traktują ich chamsko. Oczywiście takie tłumaczenie najczęściej do nich nie trafiało. To zrozumiałe, byli już mocno zahukani.

Niestety była to ponura prawda. Takim ludziom niezwykle ciężko jest wyrwać się relacji z osobami wyznającymi zasadę: „Orzeł ja wygrywam, reszka ty przegrywasz”.

– Zatem, wtedy im mówiłem: „Ok, jeśli tak to czujesz, odnosisz wrażenie, że jesteś wtedy zły… To bądź zły. Właśnie o to chodzi, ale nie dlatego, by zacząć kraść, gwałcić czy zabijać. Dałeś się popychać, naiwnie licząc, że w ten sposób znajdziesz szacunek. To, co teraz nazywasz złym czy aroganckim podejściem, tak naprawdę powinno być twoim naturalnym prawem, niezwykle normalną reakcją na sytuację, gdy ktoś próbuje cię wykiwać, zarobić na tobie, obrazić i tym podobne”. Czasem taka spokojna analiza potrafiła już pomóc i gdy pozwalali sobie być złymi, to tymi złymi właśnie nie byli. Czuli wewnętrznie, że wraca bardziej obiektywne spojrzenie na to, jak się zachowywali. Zaczynali sobie uświadamiać, ile tracili przez takie oddanie innym i jak okrutnie błędnym kołem to było.

Pokiwałem głową. Niestety – jakby to ująć – znałem się kiedyś z tym kołem.

– Tak. Takie okrutne wobec siebie zachowanie trochę przypomina mi tego alkoholika co pije, by ugasić wyrzuty sumienia, że pije.

Iluzjonista ciężko westchnął.

– Właśnie tak. Pojawia się też dobra strona tego procesu. Wiedzą już, co warto zmienić. W ten sposób pomagali sobie wzbudzać energię, która nie pozwalała wtapiać się aż tak szybko w absurdalną formę autokrytyki. W jej akompaniamencie pojawiało się uczucie bycia winnym, a w efekcie budowało to wręcz chęć odpokutowania, choćby w formie poddania się, licząc na łaskę i szybkie zapomnienie sprawy. Oczywiście to nowe, odpowiednie nastawienie trzeba praktykować i mieć na uwadze, że nie będzie szło łatwo. Jednak w końcu wytworzy w twoim umyśle takie miejsce kwarantanny, byś był czujny czy nie masz do czynienia z pijawkami. Osoby o słabym charakterze powinny takie miejsce mieć, ale by je wytworzyć, muszą skorzystać ze sposobów wstępnie przez nich uznawanych za niezbyt szlachetne. Niestety, gdyby w ich życiu takie cechy charakteru jak szacunek, empatia czy chęć pomocy miały dać dobry wynik, to nie przychodziliby do mnie wyznając, że czasem czują się jak zwykłe popychadła, które nie mają sił, by się bronić choćby werbalnie.

– Istnieje zło, które mi nie szkodzi. I dobro, które mi nie pomaga – podsumowałem.

– Leonardo Da Vinci. Dokładnie tak to można najładniej ująć.

Podeszła kelnerka, postawiła butelkę lekkiego czerwonego wina do obiadu, który również niedługo miał się pojawić na stole. Rozlałem nam po kieliszku, po czym zacząłem bawić się w konesera. Wykonałem parę testów, z jakim winem mamy do czynienia. Oczywiście nie było tego wiele. Tylko to, co widziałem w filmie „Bezdroża”. Swoją drogą, to film naprawdę godny polecenia.

Iluzjonista próbował mnie kopiować, ale podczas utleniania wina – gdy zataczał kielichem szerokie koła – trochę się oblał. Gdy wycierał chusteczką plamy, zaczął mówić w zamyśleniu:

– Niestety takich umęczonych ludzi jest naprawdę dużo. W wielu firmach widziałem takie osoby. Chcieli być po prostu dobrymi pracownikami, bardzo się starali , brali zmiany za innych, gdy ci poprosili, ścigali się sami ze sobą, by pokazać jak im zależy. W zamian nie zyskali nic. Nikt się z nimi nie liczył, obrywali najbardziej podczas cięcia godzin. Wszyscy przywykli do swoich ról, lecz oni niestety byli w tych najgorszych, bo bez słowa protestu dawali się spychać na margines i ustawiać, jak chcieli inni.

Nastała cisza. Iluzjonista wyciągnął się na krześle, założył ręce na kark i patrząc w górę, mówił dalej:

– Jest takie stare dobre przysłowie, które ja delikatnie zmieniłem: „TYLKO na pochyłe drzewo koza skacze”. Niestety, żyjemy w takich czasach, że trzeba umieć się bronić i bić. Jak tego nie będziesz praktykować, to będzie po tobie. Świat cię po prostu zniszczy.